Na sygnał
wtorek, 29 września 2015
Podlasie bez imigrantów - Zaproszenie na manifestację
Dnia 03.10.2015 odbędzie się demonstracja przeciwko ściąganiu do Polski imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, jesteśmy jej współorganizatorami. Ruszamy o godzinie 15 z Rynku Kościuszki spotykamy się pod katedrą. MUSISZ TAM BYĆ NIE BĄDŹ BIERNY WALCZ O OJCZYZNĘ I KREW!!!
środa, 23 września 2015
Zadrużne święto Plonów
Obchody Słowiańskiego święta Plonów odbyły się jak zawsze w nacjonalistycznym tonie. Nie zabrakło oczywiście tradycyjnych elementów rodzimej obrzędowości. To święto, jest dla nas podsumowaniem naszej działalności w przeciągu dziesięciu miesięcy od założenia gniazda na Podlaskiej ziemi. Krzewienie Słowiańskiej kultury, kulturalizmu Stachniuka i Słowiańskiego nacjonalizmu są głównymi elementami naszej działalności. W tym czasie udało nam się przeprowadzić sporo dobrych inicjatyw, jak również pozytywnie wpłynąć na rozwój osobisty (fizyczny i intelektualny) Podlaskich Zadrużan i nie zamierzamy na tym poprzestać. Zainteresowanie naszą ideą i działalnością stale rośnie co bardzo nas cieszy. Jeszcze wiele przed nami!
Sława Słowiańskiej Polsce! Sława Zadrudze! Sława zwycięstwu!
Sława Słowiańskiej Polsce! Sława Zadrudze! Sława zwycięstwu!
wtorek, 15 września 2015
Białystok o imigrantach.
W związku z obecną sytuacją imigracyjną w Europie i poczynaniami "Polskich" władz i UE, postanowiliśmy zapytać Białostoczan co myślą o sprowadzaniu na naszą ziemię nielegalnych imigrantów z Afryki i bliskiego wschodu. Rozdaliśmy przy tym ulotki informujące o skutkach takich migracji. Liczba "uchodźców" na ulotkach jest niestety zaniżona ponieważ były one drukowane jeszcze przed ogłoszeniem zwiększenia się tej sumy. Nagranie i treść ulotki zamieszczamy poniżej.
poniedziałek, 7 września 2015
Walka o godność pracownika
Wsparcie sprzeciwu wobec wyzysku ludzi pracy jest naszym obowiązkiem. Jesteśmy ruchem narodowo socjalnym tak więc włączyliśmy się do tej akcji. Tym razem chodziło o Lidl którego władze zakazują zrzeszać się swoim pracownikom w związkach zawodowych.
Taka postawa jest znamienna dla kapitalizmu. Bardzo często w przypadku zagranicznych firm (choć również coraz częściej także w Polskich) obierana jest tego typu strategia. Znamy z własnego doświadczenia sytuację gdy przy podpisywaniu umowy dostajemy dokument w którym zrzekamy się dobrowolnie świadczeń socjalnych i zobowiązujemy się do niezrzeszania się w związki zawodowe. W innym wypadku o pracy możemy zapomnieć. Bynajmniej nie zamierzamy bronić leni i nierobów, którzy próbują każdy dzień w pracy spędzić tak aby nie robić nic lub robić jak najmniej co jest niestety często spotykane (wola minimum egzystencji wg. Stachniuka). Chodzi nam o tych ludzi pracy którzy sumiennie wykonują swoje obowiązki. Bardzo często nasi rodacy prezentujący pracowitą postawę są wykorzystywani. W takim wypadku nie ma możliwości obrony jeżeli nie działa związek zawodowy stający po stronie uciskanego proletariatu (również prekariatu w dzisiejszych czasach). Kapitaliści bardzo często nie rozumieją że związki zawodowe przyczyniają się również do rozwoju przedsiębiorstw w których funkcjonują, większość z nich uważa, że jest to ostoja "roszczeniowców". Tak więc sprzeciwiamy się wyzyskowi współczesnych ludzi pracy.
Plakaty rozmieściliśmy na samych sklepach, na przystankach nieopodal jak również na pobliskich osiedlach.
Klasa pracująca jest awangardą narodu za którą zawsze będziemy stali murem.
Precz z kapitalizmem! Naszą drogą narodowy kolektywizm! Sława Zwycięstwu!
piątek, 4 września 2015
Eugenika - prawidłowy postęp
Pojęcie
Eugeniki zostało wprowadzone do użyto przez Francisa
Galtona w 1883 roku. Traktuje ono o rozwoju i doborze zwierząt i ludzi.
Początkowo miało na celu wyeliminowanie chorób genetycznych, a także
nawarstwiania się wad społeczeństwa. Dopiero później Eugenika została
"udoskonalona" jako nauka; ze swoimi tezami, faktami i dokonaniami.
W Eugenice wyróżniamy dwa
podtypy ludzi :
B) Negatywnych – istoty mające wady genetyczne, z niżu intelektualno-fizycznego, które nie powinny się rozmnażać.
Dobór następuje tutaj nie tylko na drodze emocjonalnej (ludzie), czy instynktownej (zwierzęta), lecz także na bazie danych statystycznych i "stanu" przodków.
Eugenika zostaje więc sztuką filozoficzno-naukową. Głosi o stworzeniu nowego społeczeństwa wolnego od chorych genetycznie ludzi, a także nakłania do rozwoju i zdrowego i rozwojowego trybu życiowego. W takich społeczeństwach działania pozytywne są nagradzane, a istoty negatywne poddawane sterylizacji, utylizacji, bądź odrzucenia.
Idąc dalej tokiem pojmowania świata przez Eugenikę powinniśmy postawić nie tylko na postęp techniczny, ale przede wszystkim na rozwój człowieka, na jego byt i odpowiednią selekcję w naszym organizmie zwanym społeczeństwem. Tak jak i w naszych ciałach, wadliwe komórki powinny zostać zniszczone, a stawianie na rozwój pozytywny powinno nas udoskonalić.
Eugenika, jak ją często nazywają "naukowy rasizm" jest tak naprawdę tylko suchymi faktami. Utrzymanie spójności etnicznej na danym terenie pozwala nam bronić się przed genami, które u innych są gorsze, a u nas nie występują. Działa to w obie strony, więc nie jest nic złego jak przedstawiają to różne źródła często powiązane ze wszelakimi środowiskami z lobby anty-społecznego.
Eugenika daje też wstęp do bardziej radykalnych rozwiązań współczesnej nauki, których tak bardzo się boimy. Segregacja to jedno, ale manipulacje genetyczne? To często temat tabu, jak klonowanie. Dzięki Eugenice i genetyce bylibyśmy w stanie skutecznie wyeliminować jakiekolwiek wadliwe genotypy będące powodami chorób wrodzonych, a nawet tych, które nabywamy na drodze błędów w komórkach. Bylibyśmy w stanie stworzyć człowieka idealnego... Oczywiście przy zachowaniu zdrowych zmysłów, ale to tylko marzenia ściętej głowy na dzisiejsze czasy. Zostaje nam głównie propagowanie nauk Eugeniki i życie podług jej zasad, a z biegiem czasu miejmy nadzieje społeczeństwo obudzi się z letargu i zacznie interesować się własnymi genami, umysłami i ciałami.
Kolejnym złożonym procesem jest podejście Eugeników do spraw homo,bi, czy innych anty-naturalnych "seksualizmów", bo jakże może być osobą wartościową ktoś, kto czuje popęd seksualny do osobnika tej samej płci, przez co nie może ani się rozmnożyć. W tym momencie następuje uderzenie w przyrost naturalny, a także stabilność emocjonalno-psychiczną tychże osobników. Tacy "seksualiści" mogą być nawet istotami pozytywnymi cieleśnie i intelektualnie, jednak przez własną pokrętną psychikę i nie poddawanie się odpowiedniemu leczeniu sami siebie skreślają, a nie tylko siebie; także nasze społeczeństwo. Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić świat złożony ze związków homo? Ile by przetrwał? No właśnie... pokolenie. Dlatego powinno się zwalczać propagowanie ruchów "seksualnych" LGBT czy innych anty-ludzkich organizacji dewiantów.
Opuśćmy na chwilę świat
nauki, pederastów, zaburzeń rozwojowych i zdrowego pozytywnego rozwoju i
zagłębmy się w nasze umysły. Co w nich widzimy? Emocje, właśnie ! Emocje i
uczucia, którymi obdarowujemy siebie nawzajem. Od miłości po nienawiść. Czy
emocjonalność, przywiązanie i miłość kłócą się z Eugeniką? Wielu próbowało
udowodnić, że to ruch tylko i wyłącznie naukowy, ale czymże byłoby wyższe
społeczeństwo bez wyższych uczuć i emocji? Niczym więcej jak grupą
zaprogramowanych ludzi. Przywiązanie to bardzo ważna rzecz, ale trzeba uczyć
ludzi, by nie "zakochiwali" się w ludziach niepozytywnych. Nie tylko
ze względów naukowych, ale także społecznych. Ktoś z niżu intelektualnego i
wadami genetycznymi nie tylko stworzy wadliwe potomstwo, ale także nie będzie
potrafił dać drugiemu człowiekowi prawdziwego przywiązania, gdyż tylko człowiek
pozytywny jest zdolny do pełnego zrozumienia swoich uczuć. Także jak widać na
wielu przykładach miłostek do swoich dziewczyn/chłopaków i wadliwego seksualizowania
dzisiejszej młodzieży to droga ku upadkowi. Stoczenia się w odmęty zniszczenia
naszych ciał, dusz i umysłów.
Kolejnym, coraz bardziej
popularnym zagrożeniem dla rozwoju naszych pokoleń jest narkomania. W śród
młodych ludzi coraz częściej pojawia się moda na palenie marihuany, kolejnym
krokiem są tak zwane twarde narkotyki. Krąży kłamstwo iż marihuana nie jest
szkodliwa, lecz to nie prawda! Dowodem na to są badania Singapurskich uczonych,
którzy udowodnili, że palenie marihuany trwale uszkadza neuroprzekaźniki w
mózgu. Możemy sobie wyobrazić, co potrafią zrobić z organizmem inne narkotyki o
wiele silniejsze od marihuany.Pamiętajmy że błędy popełniane przez nas w
postaci zażywania jakichkolwiek narkotyków, odbiją się na naszych dzieciach,
bo to właśnie przez naszą głupotę będziemy przekazywać wadliwe geny. Przez to w
Singapurze obowiązuje całkowity zakaz posiadania narkotyków, za nieprzestrzeganie go grozi
kara śmierci. Prawo to przyczyniło się do całkowitego wyeliminowania narkomanii
w kraju.
W historii występowało wiele odmian Eugeniki. Od segregacji rasowej w liberalnym USA co miało przynieść korzyści materialne, aż po Eugenikę III Rzeszy, która miała na celu stworzenie nadludzi. W latach 1934-1975 w Szwecji istniał program sterylizacji nieprzydatnych osobników. Ten rodzaj Eugeniki był rozpowszechniany przez Elvę Gunnara Myrdalów. Te, jak i wiele innych krajów wycofały się ze swoich Eugenicznych praktyk przez fałszywe propagowanie nauk "pozytywnych", które z naszą wizją Pozytywnego Człowieka nie mają nic, a nic wspólnego. Mieszanie się ras, robotyzowanie społeczeństwa, niszczenie jego podstawowych wartości i zaprzestanie genetycznej walki z chorobami wrodzonymi udowadniają bezpośrednio, że "ktoś" ma na celu zdominowanie naszej populacji poprzez szerzenie osobników niezdrowych, oznacza to, że walka o przetrwanie i rozwój społeczeństwa jest realna i dzieje się tu i teraz ! Zostaje nam opór i nadzieja; nadzieja na przebudzenie i rozwijanie nas, jako ludzi, byśmy stali się wolni, inteligentni i rozwinięci w jedności z naturą i z nami samymi. Wojna więc trwa, a dopóki zostaje choć jeden osobnik pozytywny, który zdaje sobie z tego sprawę i propaguje ideę Eugeniki ta wojna nie jest przegrana...
środa, 26 sierpnia 2015
Alternatywa którą tworzymy czyli czym jest wiara Zadrużna
Alternatywa którą tworzymy czyli czym jest wiara Zadrużna.
Nasze obrzędy atakowane są z wielu stron, katolicy krzyczą,
że wierzymy w drzewa i kamienie, rodzimowiercy twierdzą zaś że urządzamy sobie
"nazistowskie" imprezy podczas takowych, inni z kolei nazywają nas
ateistami. Wyjaśnimy więc czym jest wiara Zadrużna tudzież wiara narodowa.
Otóż nie jesteśmy żadnymi z wyżej wymienionych. Nasze święta
oparte są o kalendarz świąt starosłowiańskich związanych z wiecznym cyklem
natury, porami roku. Opieramy się na tradycji rodzimej, Słowiańskiej odrzucając
obcy nam system religijny jakim jest powszechnie panujący w Polsce katolicyzm,
jako wiarę, mówiąc kolokwialnie z importu. Założenia wiar chrześcijańskich
wywodzące się z Judaizmu są nam po prostu obce. Dlaczego? Ponieważ zostały
stworzone przez ludy semickie, posiadające skrajnie inne podejście do świata a
co za tym idzie nasza kultura jest a raczej była (patrząc w perspektywie całego
narodu w dniu dzisiejszym) skrajnie odmienna. Nasze podłoże biologiczne różni
się znacząco od tamtejszych ludów, których życie opiera się głównie na
postawach koczowniczych i pasożytniczych, które ukształtowała w nich ewolucja
jako właściwych dla narodu bez własnej ziemi,
znaczącym czynnikiem są również założenia Judaizmu wynikające z Talmudu.
Różnimy się jednak znacząco od rodzimowierców. Żyjemy w XXI
wieku, trudno jest więc uznawać cykl natury czy też towarzyszące mu zjawiska za
przejaw boskich sił czy też boskiego istnienia. Wszelkie zjawiska atmosferyczne
czy też kosmiczne są nam dziś znane z racji postępującej nauki, tak więc nie
uważamy, że piorun czy też słońce jest przejawem boskiej działalności. Bieganie
w średniowiecznych strojach wokół ognia jest raczej dobre w nauczaniu lub
przybliżaniu historii wczesnośredniowiecznych Słowian, niż w tworzeniu na nowo
ze strzępków wiadomości (w większości z zapisków chrześcijańskich kronikarzy)
etnicznej wiary. Nasi przodkowie podczas świąt ubierali się we współczesne
wówczas stroje nie przebierali się w nakrycia używane np. w epoce kamienia
łupanego, według nas dziś też nie ma potrzeby zakładania historycznych kreacji
chyba, że jest to wyżej wspominana rekonstrukcja historyczna. W dobie rozwoju
nauki można to nazwać jedynie zabobonem. Nie krytykujemy wiary naszych
przodków, będących na średniowiecznym etapie rozwoju cywilizacyjnego. W tamtym
okresie Ci ludzie stworzyli system religijny który był adekwatny do ich czasu i
miejsca. Rodzima wiara bardzo dobrze przyczyniała się do rozwoju ówczesnej
słowiańszczyzny i stwarzała ideomatrycę kreującą zdrowy charakter narodowy,
który został zniszczony przez wprowadzenie kontrreformacji kościelnej i
zamieniony na katolicki, który z kolei obowiązuje do dziś niosąc ze sobą indywidualizm
wegetacyjny, bierność, nieróbstwo, chory mesjanizm, czy też przeróżne formy
umartwiania się, a co najważniejsze ustawia nas „tyłem” do otaczającego nas
świata na rzecz marnej kontemplacji.
Antoni Wacyk pisał: „Gdybyśmy
spytali polakatolika - co determinuje władczo i bez reszty jego postępowanie w
życiu, wprawilibyśmy go w niemały kłopot. Z całą pewnością nie będzie to
Dziesięcioro Przykazań jego Boga. Z całą pewnością nie będzie to Osiem
Błogosławieństw Syna tegoż Boga. I z całą oczywistością ukaże się rozbrat
między tym, co polakatolik wyznaje usty, a tym, co czyni”.
Wiara Słowian oprócz swoistych praktyk religijnych, niosła
ze sobą PRAWDZIWE cnoty które zostały przez lud tknięte w bogów, będących
personifikacją sił natury. Tymi wartościami były honor, męstwo, waleczność
(atrybuty Peruna, Boga wojny), poszanowanie ziemi, ojcowizny jako tej która
dając nam swoje owoce daje nam życie (Bogini Mokosz), mądrość, roztropność i
dobrobyt ale także śmierć która dla naszych przodków była czymś naturalnym (Weles
Bóg zmarłych, mądrości i dobrobytu, warto tu dodać, że życie nie było
postrzegane jako "tymczasowe miejsce pobytu" przed pójściem do Nawii,
to właśnie życie tu i teraz było tym na czym skupiali się ludzie, nie
"zbieranie punktów w życiu doczesnym" w oczekiwaniu na śmierć i
późniejszy pobyt w raju lub piekle jak to ma miejsce w chrześcijaństwie),
przykładność, sumienność i oddanie pracy (Swaróg boski kowal).
Pragniemy zachować wszystko co najlepsze z rodzimej wiary
przodków a więc wartości które reprezentowali Bogowie, a co za tym idzie
również pogański etos, odrzucamy jednak wiarę w Bogów którzy byli tworem ludzi,
odpowiedzią na niezrozumienie otaczającego ich świata czy też zjawisk. Tylko w
tym kontekście nazywamy się poganami.
Bliski naszym sercom jest wzór kulturowy jakim kierowali się
praprzodkowie próbując przypodobać się bóstwom. Honor, waleczność, odwaga, rozwój osobisty,
poświęcenie się pracy, polepszanie dobrobytu, praca na rzecz wspólnoty wtedy
rodowej zwanej Zadrugą dziś narodowej. Dlatego też jeżeli odwołujemy się do mitologii starożytnych
Słowian robimy to jedynie historycznie bądź metaforycznie. Nie chcemy
wskrzeszać czegoś co jest już martwe, chcemy zaś przywrócić czysto
Polską-Słowiańską kulturę, rozwijać ją i tworzyć na nowo choćby w początkowo
wąskim kręgu. Kulturę która jest adekwatna do czasu w którym się znajdujemy.
Pisząc kulturę mamy na myśli również duchowość.
Zadrużanie nie są ateistami. Jesteśmy ludźmi bardzo głęboko
uduchowionymi, jednak nasza duchowość przybiera zupełnie inną formę niż jest to
dziś potocznie rozumiane. Żeby to pojąć trzeba zadać sobie pytanie „Czym jest
religia/wiara”. Katolik odpowie, że jest to dla niego wiara w pozaziemskiego
boga-ojca Jahwe i nauki jego ziemskiego syna Chrystusa. Rodzimowierca odpowie, że
jest to wiara w Bogów którzy są personifikacją sił natury tudzież mocami
odpowiedzialnymi za siły natury lub jej cykl. Więc jak to wygląda u nas. A więc
wiara, są to najwyższe ludzkie emocje skierowane w pewnym kierunku, zależnie od
systemu religijnego (patrz wyżej). My Zadrużanie kierujemy te emocje na naród,
ojczyznę, rasę, mówiąc krótko krew i ziemię. Tak więc praca dla narodu, w
narodzie i poprzez naród jest najwyższym spełnieniem powinności religijnej.
Podczas naszych świąt tworzymy swoiste misterium narodowe, naszymi świętością
jest właśnie Polska-Słowiańszczyzna, naszymi świętymi bohaterowie narodowi,
marszałek Józef Piłsudski, Jan
Stachniuk, Antoni Wacyk, żołnierze którzy oddali życie w obronie
Polski, Słowiańscy witezie walczący o powiększenie naszych ziem czy też
broniący nasz przed ekspansją germańskiego miecza na którym Niemcy nieśli
Watykańską religię.
Przejawem boskości nie jest piorun czy Jezus. Jest nim Wola
Tworzycielska. Cóż to takiego.
„Zasadniczą właściwością człowieka jest geniusz tworzycielski, czyli zdolności
wiązania żywiołów psychiki ludzkiej z żywiołami natury w taki sposób, że
powstaje nowy i potężny kształt mocy, temuż człowiekowi podległy” Jan Stachniuk.
Jest to naturalny
pierwiastek który posiada każdy człowiek., transcendentalna siła która tłumiona
jest dziś w Polakach przez totalną wspakulturę katolicyzmu. Nie jest to żadna
siła nadprzyrodzona. Mówiąc najprościej, można opisać ją jako „motor” który
jest w nas i pcha nas do działania. Każdy zdrowy fizycznie i umysłowo człowiek,
częściej lub rzadziej czuje pewnego rodzaju wewnętrzny niepokój. Coś co pcha
nas do działania, zrobienia czegoś, często nawet sami nie wiemy czego. Bardzo
często określa się to mianem nadmiaru energii itp. Ten właśnie „motor” napędowy
to zdrowy odruch naszego dziedzictwa rasowego które przekazali nam przodkowie i
choćby nie wiem jak tłumiony zawsze w nas się odezwie choćby co jakiś czas.
Większość ludzi nie rozumie tego zjawiska i kieruje tą energię w różnych
kierunkach, czasem dobrych (sport, szeroko rozumiana twórczość) czasem złych (
modlitwa, kontemplacja, kradzieże, pijaństwo, narkotyki). My tą energię chcemy
kierować w naszą pracę na rzecz ojczyzny. Szeroko rozumianą Twórczość (od
twórczości artystycznej, poprzez publicystyczną, pracę zarobkową jak i
społeczną na rzecz narodu, samorealizacja, rozwój osobisty, nauka) staje się
najwyższym nakazem moralnym. Mariusz Szczerski śpiewał „Wola Tworzenia wciąż każe nam iść, depcząc
co marne, bez strachu przed złem” tak więc, każda forma aktywności
wymierzona w dobro narodowego kolektywu, stawanie się „większym” niż się
jest to dla nas największa forma spełnienia religijnego.
Nasze emocje kierujemy ku takim wartościom, ku dziełom zarówno w
wymiarze jednostkowym jak i wspólnotowym. Jako Zadrużanie wierzymy w
Polskę czyli w dzieło naszej wspólnoty, wierzymy w heroizm i twórczość,
wierzymy w rozwijający się świat i coraz większą sprawczą moc samego
człowieka, który nie potrzebuje bać się Bogów a jedynie tego że ulegnie
własnym słabościom.
„Wzmożenie rytmu
tworzycielskiego kosztem naturalnych wartości życia odczuwamy jako
promieniowanie najgłębszego piękna, a zamykamy w tajemnym, pełnym czaru słowie:
heroizm-bohaterstwo.”
"Odwieczna
tęsknota do pełnego, wytężonego życia wypełnia duszę ludzką. Gdyby tęsknota ta
opuściła nas, świat straciłby swoje piękno i wspaniałość, a życie uległoby nie
dającemu się ogarnąć zubożeniu i zblaknięciu. Towarzyszy ona nam aż do bram
nieuniknionej śmierci. Więcej nawet: wyobrażenie śmierci wzmaga ją i pobudza.
Dzięki tej tęsknocie czujemy, że życie w każdej chwili powinno być czymś więcej
niż jest. Rysuje się nam ono zawsze jako zadanie do spełnienia. W tym tkwi jego
wartość. Stwarzać samego siebie, realizować swoje społeczeństwo - oto
cel." Jan Stachniuk
„Zbudować świątynię ponad i wokół Jamy Smoczej na Wawelu. Sklepienie jaskini przebić, by na krużganek je zmienić i górnem oświetleniem wpuścić słońce do pieczary i na dnie położyć.
Wywieźć i zbadać zawartość ziemi dna jaskini, by wywiedzieć się z drobiazgów pozostałości najdawniejszych epok. Potem ponownie zasypać do najszerszego punktu poziomego i nowe dno rozmyślnie zbudować. Całą jaskinię i sklepienia kwasami oczyścić, by jaśniej było.
Z jednej strony kręgu ustawić grobowiec Komendanta Piłsudskiego na wzniesieniu, na środku olbrzymi słup marmurowy postawić. Na nim stać będzie wielka rzeźba nowej koncepcji światowida, wynosząca się ponad krużganek sklepienia i pierwszego piętra świątyni. Z jej szczytu wystrzeliwać będą 4 promienie reflektorów przez sklepieniowe okno, by w nocy na niebie specjalnych dni, zdala było widać miejsce smętnicy.
Światowida stanowić będzie złożona grupa z 4 największych, a zasadniczo odrębnych w charakterze, polskich bohaterów, siedzących na wielkim koniu. Na siodle - tronie zwróceni ku czterem stronom świata siedzieć będą:
Piłsudski: - powodzący koniem ku Wschodowi, symbolizujący: Rano, Wiosnę, Przebudzenie zmysłu politycznego, Krwiznę (Rewolucję), Wojnę dla wolności, Wyzwolenie. Ostrzy On Toporła sercem - osełką.
Wielkazimierz: - ku Południu zwrócony, symbolizujący: Południe Lato, Rozkwit potęgi, Budownictwo Państwa, Pokój Bogactwo i Dobrobyt.
Kopernik: - ku Zachodowi, symbolizujący Wieczór, Zachód, Żniwa, Kulturę, Ciułanie, Wiedzy Zanik Zmysłu Państwowego, Pacyfizm i Przeoczenie Strony Fizycznej Życia.
Mickiewicz: - ku Północy, symbolizujący Noc, Północ, Zimę, Niewolę, Zamarcie Woli, Zmrożenie Soków Żywotnych, Marzycielstwo, Męczeńskość i Prorocze Przewidzenie Nadejścia Powrotnego Wiosny Wolności.
Wokół trzonu Swiatowida ustawiane będą inne grobowce w promieniowym kierunku od środka, nad któremi będzie hospodarzył nasz Oswobodziciel. Do wnętrza olbrzymiego trzonu, podtrzymującego Światowida, wieść będą wschodki, zaś 1/3 jego grubości środkowej będzie pełną. W tej pełni, na szczycie wschodek, będą okrągłe otwory do wsuwania rąk z ramieniem, wiodące do środka. Zaś tam, gdzie się spotkają, stać będzie w wiecznem oświetleniu elektrycznem Świętoporzeł, nowy Orzeł Polski II-ej. Jest on kompozytorem orła i ciesielsko - wojennago topora. Ponieważ w dziejach naszych było kilkanaście odmian godła Państwa Polskiego, jak piastowski, jagielloński, zygmuntowski i.t.d., to też Państwo nasze teraz urodziwszy się ponownie w dziejach świata musi mieć nowy emblemat, by zaznaczyć swą Epokę. Skoro jesteśmy w epoce potrzeby przerodzenia się moralnego, fizycznego, dyscyplinarnego i psychicznego, przeto symbol obosiecznego topora ciesielskiego, narzędzia budowy i prawiecznego sprzętu naszego Ludu w ręcznej wojnie, jest najstosowniejszym. Na Wawelu w trzonie Światowida będzie umieszczon jeden - jedyny Toporzeł który przez swe nadzwyczajne znaczenie będzie się zwał Świętoporłem, bo taki będzie tylko jeden w całej Polsce i Słowiańszczyźnie.
Znaczenie Świętoporła na tem będzie polegało, że z całej ziemi Polacy będą tutaj przybywali, by śluby składać w trzonie Światowida i w obecności Twórcy Polski II-ej, Komendanta Piłsudskiego. Tutaj dzieci i rodzeństwa przybywać będą, by w trzon wchodzić, tam uklęknąć, prawe ramię wsunąwszy w otwór dotknąć palcami rękojeści Swiętoporła i głośno wypowiedzieć swą umowę wierności wzajemnej. Tutaj przyjaciele przybywać będą, narzeczeni, i politycy, by śluby składać na Swiętoporła i uświęcać zawarcie umów między grupami narodowościowemi, politycznemi stronnictwami i międzypaństwowemi w obecności Piłsudskiego i u stóp światowida.
Pradziadowie nasi zwali swe święte miejsca Tynami, a zatem Gontyną czy Kontyną, gdzie biały koń Światowieda przebywał, a Świątyną, czy Świątynią, to miejsce, gdzie Świętek stał. Zatem nasza, zbudowana dla Oswobodziciela, zwać się będzie Duchtynią, bo tam Duch Polskiej II-ej zamieszkiwał będzie.”
Projekt Duchtyni według Szukalskiego
Nowa koncepcja Światowida według Szukalskiego
Na koniec raz jeszcze zacytujemy Wacyka:
„Trzeba się zastrzec z miejsca, że Zadruga
nie ma nic wspólnego z epigonami dziewiętnastowiecznego słowianofilstwa,
których zainteresowania polską starożytnością wyczerpują się zwykle na
układaniu kalendarzy słowiańskich. Są i tacy, którzy roją o jakimś
neopogaństwie, o wskrzeszaniu kultu starożytnych bogów słowiańskich.
Bałwany zostawmy bałwanom.
Do starożytności słowiańskiej sięgamy nie po to, by wskrzeszać prymitywne wierzenia, odświeżać formy dawno już zamarłe; zwracamy się do naszej pogańskiej przeszłości jako do kolebki duchowej dlatego, że w naturalizmie pierwotnej Słowiańszczyzny widzimy prawidłowy, zdrowy etap historycznego rozwoju polskiego człowieka.
Na postawę Słowianina wobec świata nie kładło się cieniem żadne memento mori,żadne pulvis es... Życie dla Słowianina nie było przygotowywaniem się do "przestawienia się" (patrz Nestor) do nawi. Życie, choć pełne trudu i niebezpieczeństw, miało swe uroki i uśmiechało się do tych, którzy z siłą ramienia łączyli tężyznę ducha.
Bałwany zostawmy bałwanom.
Do starożytności słowiańskiej sięgamy nie po to, by wskrzeszać prymitywne wierzenia, odświeżać formy dawno już zamarłe; zwracamy się do naszej pogańskiej przeszłości jako do kolebki duchowej dlatego, że w naturalizmie pierwotnej Słowiańszczyzny widzimy prawidłowy, zdrowy etap historycznego rozwoju polskiego człowieka.
Na postawę Słowianina wobec świata nie kładło się cieniem żadne memento mori,żadne pulvis es... Życie dla Słowianina nie było przygotowywaniem się do "przestawienia się" (patrz Nestor) do nawi. Życie, choć pełne trudu i niebezpieczeństw, miało swe uroki i uśmiechało się do tych, którzy z siłą ramienia łączyli tężyznę ducha.
"A któż się taki narodził i
po ziemi stąpa? My dań przywykliśmy brać, a nie dawać, a to nam zapewnione
jest, dopóki mamy w rękach miecze".-
Tak miał odpowiedzieć
Dobryta, wódz Słowian południowych, posłom awarskim, przybyłym z żądaniem
haraczu. Dla nas słowiańskość to nie mdła sielskość anielskość, to tradycje
czasów, kiedy to skaliste brzegi Skandynawii grzmiały echem kopyt jazdy
Raciborów, Uniborów, Dunimirów."...skoro tylko Słowianie pojawiają się na
arenie historii, widzimy ich jako lud wojowniczy, agresywny i nie znający
spokoju (…)
Sława Słowiańskiej
Polsce!
Wyznawcy Orła Białego
sobota, 22 sierpnia 2015
95 Rocznica Bitwy Białostockiej
W 95 rocznicę bitwy Białostockiej złożyliśmy hołd bohaterom walczącym o naszą Podlaską ziemię.
Bitwa białostocka – bitwa stoczona 22 sierpnia 1920 roku w czasie wojny polsko-bolszewickiej pomiędzy 1 Pułkiem Piechoty Legionów i wycofującymi się spod Warszawy resztkami 16 Armią RFSRR oraz towarzyszącymi im oddziałami 3 Armii RFSRR. Przeprowadzona na terenie miasta Białystok zakończyła się rozbiciem sił bolszewickich
Rozpoczęte 16 sierpnia kontruderzenie znad Wieprza już po dobie walk zagroziło tyłom 16 Armii (2,8, 10, 17, 27 DS). Od 19 do 20 sierpnia jednostki polskie opanowały przeprawy na Bugu w Drohiczynie i Frankopolu
wieczorem 20 sierpnia rozkaz uderzenia na Białystok, aby opanować węzeł komunikacyjny i odciąć przeciwnikowi drogę odwrotu. Zadanie to powierzył l ppLeg., wzmacniając go 1 batalionem 5 ppLeg. i 1 dywizjonem 1 papLeg. (łącznie około 2 tys. żołnierzy, 50 ckm i 12 dział)[2]. Przy l ppLeg. znajdowało się dowództwo 1 BPLeg. z płk. Edmundem Knollem-Kownackim
21 sierpnia dwie czołowe kompanie l ppLeg., po wykonaniu czterdziesto kilometrowego marszu, zdobyły w walce wręcz wieś Zwierki (14 km od Białegostoku), obsadzoną przez oddział 492 ps. Wzięto 100 jeńców i 9 ckm. Grupy rozbitków dotarły do Białegostoku i uprzedziły załogę miasta o nadciąganiu Polaków.
Przebieg Walk
22 sierpnia o godz. 2.00 zgrupowanie polskie ruszyło na Białystok z 2 batalionem 1 ppLeg. w straży przedniej.
Podczas krótkiego postoju w Kurianach dowódca l ppLeg., kpt. Zygmunt Wenda (zastępujący czasowo ppłk. Jana Kruszewskiego), wydał rozkazy do natarcia na Białystok. Miasta broniła 164 Brygada Strzelców (BS) z 55 Dywizji Strzeleckiej (DS) z dywizjonem artylerii, dywizjonem kawalerii baszkirskiej i pociągiem pancernym nr 22 (około 2400 żołnierzy, 13 dział i 35 ckm). Na stacji stały transporty wojskowe gotowe do ewakuacji. Mimo że załogę postawiono w stan alarmu, 3 batalion 1 ppLeg., dowodzony przez kpt. Józefa Marskiego-Marjańskiego, o świcie 22 sierpnia brawurowym atakiem przerwał linię obrony 492 ps i wdarł się do miasta od strony przedmieścia Skorupy, torując drogę innym pododdziałom pułku).
Podczas walk ulicznych żołnierzy wsparła ludność cywilna. Do godz. 7.00 miasto opanowano. Rozbito doszczętnie 164 BS, biorąc ponad 2 tys. jeńców, 13 dział, około 30 ckm oraz 3 pociągi z zapasami i sprzętem wojskowym).
Zanim jednak l ppLeg. zdołał zorganizować obronę miasta, o godz. 8.15 od południowego zachodu podeszły do Białegostoku straże przednie 16 i części 3 Armii. O godz. 9.00 od strony Baciut i toru kolejowego z Łap ukazały się tyraliery 2 i 21 DS. Przeciwnik nacierał nie zważając na straty. Po dwugodzinnej walce piechota sowiecka wdarła się na stanowiska 3 kompanii pod Bażantarnią. Kompania polska, której zabrakło amunicji, została w walce na bagnety zepchnięta do miasta. Groźną sytuację opanował kpt. Marski-Marjański, który zebrał kilkunastu żołnierzy i rzucił się z nimi do kontrataku, porywając za sobą cofających się legionistów. Zaskoczonych Rosjan ogarnęła panika. Pogromu dopełniła nadbiegająca z pomocą odwodowa 9 kompania. W pościgu wzięto około tysiąc jeńców. Przed godz. l3 nowe oddziały nieprzyjaciela ponownie zaatakowały 3 kompanię, która nie zdążyła uzupełnić amunicji i opanowały wzgórze pod Bażantarnią. Kpt. Wenda osobiście poprowadził do przeciwnatarcia 8 kompanię l ppLeg. oraz 7 kompanię 5 ppLeg. i odzyskał utracone stanowiska. Nieco wcześniej 6 i 7 kompanie l ppLeg. odrzuciły wyprowadzony z kierunku Wołkowyska atak resztek 491 ps, wspieranych przez pociąg pancerny. Prowadzenie obrony utrudniała rozległość miasta, brak map i środków łączności. W praktyce poszczególne kompanie działały samodzielnie, sporadycznie nawiązując kontakt z sąsiadami. Dawało też znać o sobie przemęczenie żołnierzy forsownymi marszami pościgowymi. Pułk przeważnie maszerował dzień i noc z trzy-czterogodzinną przerwą na sen. Od 19 do 22 sierpnia przebył 125 km. Dużą pomocą była natomiast postawa ludności, która włączyła się do obrony, pomagając jako przewodnicy, udzielając pomocy rannym, a także biorąc czynny udział w walkach. Około godz. 14 pod Białystok nadciągnęła 27 DS Witowta Putny, najlepsza jednostka 16 Armii, licząca w stanie bojowym około 1400 żołnierzy, 22 działa, 90 ckm. Pod miastem stłoczyły się zdemoralizowane resztki oddziałów 5, 6, 8, 10, 17, 55 i 57 DS. Gotowość bojową zachowywały 2 i 21 DS, ale wstrząśnięte stratami poniesionymi w dotychczasowych walkach o miasto odmawiały udziału w kolejnym natarciu. Po bezskutecznych próbach zorganizowania ataku kilku jednostek, Putna rzucił do natarcia swoją dywizję. 79 i 80 BS zaatakowały o godz. 15.00 odcinek 1 batalionu 1 ppLeg. i Bażantarnię. Podczas zaciętego boju wielokrotnie dochodziło do walk wręcz. Koszary pod Bażantarnią przechodziły z rąk do rąk. Sowieci, dysponujący przytłaczającą przewagą liczebną, zajęli stanowiska polskie i wtargnęli do miasta. Czerwonoarmiści opanowali dworzec osobowy i towarowy.
1 batalion cofał się ulicami w ogniu broni maszynowej, osłaniany przez działon 5 baterii 1 papLeg., który ogniem na wprost powstrzymywał napierających Rosjan. Do północnej części miasta wdarł się śmiałą szarżą 27 pułk kawalerii (pk) (około 200 żołnierzy). W mieście rozgorzały walki uliczne. W budynku Zarządu Miejskiego broniło się zaciekle kilkunastu żołnierzy, zebranych przez kpt. Marjańskiego. Trwające cały dzień walki objęły całe miasto, którego poszczególne części przechodziły kilkukrotnie z rąk do rąk. W czasie bitwy wykorzystano m.in. kilka pociągów pancernych.
Bitwa o Białystok zakończyła się pogromem resztek 16 Armii i towarzyszących im oddziałów 3 Armii. Na wschód w stanie zorganizowanym wycofały się tylko: 79 BS, część 80 BS, 27 pk, artyleria 27 DS (ocalałe pułki liczyły po 100-200 żołnierzy).
Złożyły broń 4, 5, 6, 22, 51, 63 BS, szkoła podoficerska 21 DS, resztki 5 i 6 DS oraz cała artyleria 2 DS. Po wycofaniu resztek oddziałów spod Białegostoku Rosjanie natychmiast przystąpili do odtwarzania zniszczonych jednostek (np. na nowo sformowana 6 DS dwa tygodnie później walczyła już pod Kuźnicą).
Straty polskie: 209 poległych i rannych. Sowieckie: przeszło 600 poległych i rannych, 8200 jeńców, 22 działa, 147 ckm, 1 samolot, 3 pociągi wyładowane bronią, zapasami i sprzętem. Setki żołnierzy sowieckich rozproszyło się po lasach. Polacy wyłapywali ich kilka dni po bitwie. Polaków pochowano w różnych mogiłach. Z czasem prochy przeniesiono na Cmentarz ofiar wojny 1920 roku przy ul. Zwierzynieckiej. Żołnierzy sowieckich pochowano na cmentarzu żołnierzy niemieckich z I wojny światowej przy ul. Świerkowej.
Starcie w Białymstoku upamiętnia pamiątkowy obelisk przy ulicy Zwycięstwa (dawna ul. Żołnierska) z lat 30. XX wieku, na miejscu jednego ze starć, oraz położona w centrum miasta ulica nosząca imię poległego podczas bitwy dowódcy 1 batalionu 1 pp Leg. kpt. Józefa Marjańskiego. Józef Piłsudski o kpt. Marjańskim powiedział: "Pierwszy z dzielnych". Kpt. Marjański zginął, przeszyty serią z ckm, podrywając do kontrataku żołnierzy swojego batalionu w obronie sztabu pułku. W bitwie uczestniczył jako dowódca pododdziału - ppor. Emil Fieldorf "Nil".
Bitwa białostocka została upamiętniona po 1990 r. na jednej z tablic pól bitewnych na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie napisem "BIAŁYSTOK 22 i 30 VIII 192.
Sława Bohaterom! Cześć ich pamięci!
Bitwa białostocka – bitwa stoczona 22 sierpnia 1920 roku w czasie wojny polsko-bolszewickiej pomiędzy 1 Pułkiem Piechoty Legionów i wycofującymi się spod Warszawy resztkami 16 Armią RFSRR oraz towarzyszącymi im oddziałami 3 Armii RFSRR. Przeprowadzona na terenie miasta Białystok zakończyła się rozbiciem sił bolszewickich
Rozpoczęte 16 sierpnia kontruderzenie znad Wieprza już po dobie walk zagroziło tyłom 16 Armii (2,8, 10, 17, 27 DS). Od 19 do 20 sierpnia jednostki polskie opanowały przeprawy na Bugu w Drohiczynie i Frankopolu
wieczorem 20 sierpnia rozkaz uderzenia na Białystok, aby opanować węzeł komunikacyjny i odciąć przeciwnikowi drogę odwrotu. Zadanie to powierzył l ppLeg., wzmacniając go 1 batalionem 5 ppLeg. i 1 dywizjonem 1 papLeg. (łącznie około 2 tys. żołnierzy, 50 ckm i 12 dział)[2]. Przy l ppLeg. znajdowało się dowództwo 1 BPLeg. z płk. Edmundem Knollem-Kownackim
21 sierpnia dwie czołowe kompanie l ppLeg., po wykonaniu czterdziesto kilometrowego marszu, zdobyły w walce wręcz wieś Zwierki (14 km od Białegostoku), obsadzoną przez oddział 492 ps. Wzięto 100 jeńców i 9 ckm. Grupy rozbitków dotarły do Białegostoku i uprzedziły załogę miasta o nadciąganiu Polaków.
Przebieg Walk
22 sierpnia o godz. 2.00 zgrupowanie polskie ruszyło na Białystok z 2 batalionem 1 ppLeg. w straży przedniej.
Podczas krótkiego postoju w Kurianach dowódca l ppLeg., kpt. Zygmunt Wenda (zastępujący czasowo ppłk. Jana Kruszewskiego), wydał rozkazy do natarcia na Białystok. Miasta broniła 164 Brygada Strzelców (BS) z 55 Dywizji Strzeleckiej (DS) z dywizjonem artylerii, dywizjonem kawalerii baszkirskiej i pociągiem pancernym nr 22 (około 2400 żołnierzy, 13 dział i 35 ckm). Na stacji stały transporty wojskowe gotowe do ewakuacji. Mimo że załogę postawiono w stan alarmu, 3 batalion 1 ppLeg., dowodzony przez kpt. Józefa Marskiego-Marjańskiego, o świcie 22 sierpnia brawurowym atakiem przerwał linię obrony 492 ps i wdarł się do miasta od strony przedmieścia Skorupy, torując drogę innym pododdziałom pułku).
Podczas walk ulicznych żołnierzy wsparła ludność cywilna. Do godz. 7.00 miasto opanowano. Rozbito doszczętnie 164 BS, biorąc ponad 2 tys. jeńców, 13 dział, około 30 ckm oraz 3 pociągi z zapasami i sprzętem wojskowym).
Zanim jednak l ppLeg. zdołał zorganizować obronę miasta, o godz. 8.15 od południowego zachodu podeszły do Białegostoku straże przednie 16 i części 3 Armii. O godz. 9.00 od strony Baciut i toru kolejowego z Łap ukazały się tyraliery 2 i 21 DS. Przeciwnik nacierał nie zważając na straty. Po dwugodzinnej walce piechota sowiecka wdarła się na stanowiska 3 kompanii pod Bażantarnią. Kompania polska, której zabrakło amunicji, została w walce na bagnety zepchnięta do miasta. Groźną sytuację opanował kpt. Marski-Marjański, który zebrał kilkunastu żołnierzy i rzucił się z nimi do kontrataku, porywając za sobą cofających się legionistów. Zaskoczonych Rosjan ogarnęła panika. Pogromu dopełniła nadbiegająca z pomocą odwodowa 9 kompania. W pościgu wzięto około tysiąc jeńców. Przed godz. l3 nowe oddziały nieprzyjaciela ponownie zaatakowały 3 kompanię, która nie zdążyła uzupełnić amunicji i opanowały wzgórze pod Bażantarnią. Kpt. Wenda osobiście poprowadził do przeciwnatarcia 8 kompanię l ppLeg. oraz 7 kompanię 5 ppLeg. i odzyskał utracone stanowiska. Nieco wcześniej 6 i 7 kompanie l ppLeg. odrzuciły wyprowadzony z kierunku Wołkowyska atak resztek 491 ps, wspieranych przez pociąg pancerny. Prowadzenie obrony utrudniała rozległość miasta, brak map i środków łączności. W praktyce poszczególne kompanie działały samodzielnie, sporadycznie nawiązując kontakt z sąsiadami. Dawało też znać o sobie przemęczenie żołnierzy forsownymi marszami pościgowymi. Pułk przeważnie maszerował dzień i noc z trzy-czterogodzinną przerwą na sen. Od 19 do 22 sierpnia przebył 125 km. Dużą pomocą była natomiast postawa ludności, która włączyła się do obrony, pomagając jako przewodnicy, udzielając pomocy rannym, a także biorąc czynny udział w walkach. Około godz. 14 pod Białystok nadciągnęła 27 DS Witowta Putny, najlepsza jednostka 16 Armii, licząca w stanie bojowym około 1400 żołnierzy, 22 działa, 90 ckm. Pod miastem stłoczyły się zdemoralizowane resztki oddziałów 5, 6, 8, 10, 17, 55 i 57 DS. Gotowość bojową zachowywały 2 i 21 DS, ale wstrząśnięte stratami poniesionymi w dotychczasowych walkach o miasto odmawiały udziału w kolejnym natarciu. Po bezskutecznych próbach zorganizowania ataku kilku jednostek, Putna rzucił do natarcia swoją dywizję. 79 i 80 BS zaatakowały o godz. 15.00 odcinek 1 batalionu 1 ppLeg. i Bażantarnię. Podczas zaciętego boju wielokrotnie dochodziło do walk wręcz. Koszary pod Bażantarnią przechodziły z rąk do rąk. Sowieci, dysponujący przytłaczającą przewagą liczebną, zajęli stanowiska polskie i wtargnęli do miasta. Czerwonoarmiści opanowali dworzec osobowy i towarowy.
1 batalion cofał się ulicami w ogniu broni maszynowej, osłaniany przez działon 5 baterii 1 papLeg., który ogniem na wprost powstrzymywał napierających Rosjan. Do północnej części miasta wdarł się śmiałą szarżą 27 pułk kawalerii (pk) (około 200 żołnierzy). W mieście rozgorzały walki uliczne. W budynku Zarządu Miejskiego broniło się zaciekle kilkunastu żołnierzy, zebranych przez kpt. Marjańskiego. Trwające cały dzień walki objęły całe miasto, którego poszczególne części przechodziły kilkukrotnie z rąk do rąk. W czasie bitwy wykorzystano m.in. kilka pociągów pancernych.
Bitwa o Białystok zakończyła się pogromem resztek 16 Armii i towarzyszących im oddziałów 3 Armii. Na wschód w stanie zorganizowanym wycofały się tylko: 79 BS, część 80 BS, 27 pk, artyleria 27 DS (ocalałe pułki liczyły po 100-200 żołnierzy).
Złożyły broń 4, 5, 6, 22, 51, 63 BS, szkoła podoficerska 21 DS, resztki 5 i 6 DS oraz cała artyleria 2 DS. Po wycofaniu resztek oddziałów spod Białegostoku Rosjanie natychmiast przystąpili do odtwarzania zniszczonych jednostek (np. na nowo sformowana 6 DS dwa tygodnie później walczyła już pod Kuźnicą).
Straty polskie: 209 poległych i rannych. Sowieckie: przeszło 600 poległych i rannych, 8200 jeńców, 22 działa, 147 ckm, 1 samolot, 3 pociągi wyładowane bronią, zapasami i sprzętem. Setki żołnierzy sowieckich rozproszyło się po lasach. Polacy wyłapywali ich kilka dni po bitwie. Polaków pochowano w różnych mogiłach. Z czasem prochy przeniesiono na Cmentarz ofiar wojny 1920 roku przy ul. Zwierzynieckiej. Żołnierzy sowieckich pochowano na cmentarzu żołnierzy niemieckich z I wojny światowej przy ul. Świerkowej.
Starcie w Białymstoku upamiętnia pamiątkowy obelisk przy ulicy Zwycięstwa (dawna ul. Żołnierska) z lat 30. XX wieku, na miejscu jednego ze starć, oraz położona w centrum miasta ulica nosząca imię poległego podczas bitwy dowódcy 1 batalionu 1 pp Leg. kpt. Józefa Marjańskiego. Józef Piłsudski o kpt. Marjańskim powiedział: "Pierwszy z dzielnych". Kpt. Marjański zginął, przeszyty serią z ckm, podrywając do kontrataku żołnierzy swojego batalionu w obronie sztabu pułku. W bitwie uczestniczył jako dowódca pododdziału - ppor. Emil Fieldorf "Nil".
Bitwa białostocka została upamiętniona po 1990 r. na jednej z tablic pól bitewnych na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie napisem "BIAŁYSTOK 22 i 30 VIII 192.
Sława Bohaterom! Cześć ich pamięci!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)













